Lubię wyzwania! Waldemar Błaszczyk

Uśmiechnięty, energiczny i zadowolony z życia. „Dziecko zdrowe, żona kocha – nie mam powodów do smutku” - deklaruje. Świetny aktor, wieloletni mąż Ewy Gawryluk, ojciec nastoletniej córki i zapalony sportowiec-amator. I w pracy i w sporcie uwielbia wyzwania, dlatego niebawem startuje w triathlonie, a w „Wiadomościach z drugiej ręki” wciela się w rolę homoseksualisty. Z Waldemarem Błaszczykiem rozmawia Marta Fujak.

.

W „Wiadomościach z drugiej ręki” brawurowo grasz Tomka, „chłopaka” głównego bohatera Marcina Wilka. Nie miałeś wątpliwości przed przyjęciem tej roli?

Absolutnie nie. Lubię takie wyzwania, bo wtedy mam co grać. Postać charakterystyczna jest dla aktora dużo ciekawsza niż granie amanta. Tomasz ma w sobie wiele skrajnych emocji, które pojawiają się równie szybko jak znikają. Nie jest to parodia geja, tylko prawdziwa postać z emocjami narysowanymi „grubą kreską”.

 

 

Foto:  Polska Agencja  Filmowa

 

Skąd wiedziałeś, jak grać geja? Wzorowałeś się na kimś?

Oczywiście, że tak. Homoseksualiści w naszej branży są bardziej otwarci, mniej się kryją ze swoją orientacją. Mam kolegę, który był dla mnie wzorem. Obserwowałem, jak się zachowuje, jak się rusza, jak chodzi.

Wiedział o tym?

Oczywiście. Powiedziałem mu, że będę na niego patrzył, ale nie dlatego, że mi się podoba (śmiech), tylko dlatego, że muszę się na kimś wzorować. Było mu z tego powodu bardzo miło.

Ciężko ci było wcielić się w Tomka?

Nie mogłem się doczekać zdjęć, bo wiedziałem, jak chcę zagrać. Bardzo pomogła mi też ekipa odpowiedzialna za kostiumy. Wszystko można było zepsuć różowymi koszulkami i kiczem. Garderoba Tomasza była jednak przemyślana i subtelnie dobrana – to jeszcze bardziej uwiarygodniło postać. Kostium w znacznym stopniu pomaga przy tworzeniu takiej roli, ponieważ to, co się ma na sobie wymusza pewien sposób zachowania. Gdy włożyłem na siebie obcisłe spodnie, dopasowane koszulki z dużym dekoltem i białe trampki wiedziałem, że będzie dobrze.

Nie pierwszy raz zagrałeś homoseksualistę.

Grałem geja w „Camera Cafe” w 2004 roku. To było jeszcze zanim niektóre publiczne osoby ujawniły, że są homoseksualistami. Wtedy trudno mi było podjąć decyzję, czy zagrać. Bałem się, że zostanę zaszufladkowany. Po emisji serialu czytałem opinie na temat mojej postaci w Internecie. Na dziesięć wypowiedzi, pięć było w stylu: „Kocham go”, „Uwielbiam”, „Jest wspaniały” i podpisane Krystyna, Zofia, Bożena, cztery typu: „Cukiereczek”, „Słodziak”, „Chętnie bym go schrupał”, podpisane Bogdan, Stefan, Andrzej. A jedna: „A co on tam zagrał? Wiadomo, że jest gejem, więc nic nie musiał grać.”

Masz przecież żonę i to od kilkunastu lat.

Złośliwi i zazdrośni mówią, że to przykrywka (śmiech).

Jak się poznaliście?

To się zaczęło od mojego pierwszego filmu „Autoportret z kochanką”. Mieszkałem wtedy z kolegą z roku, Rafałem Mohrem, który znał Ewę. Film bardzo się jej podobał, więc po premierze zadzwoniła do Rafała i powiedziała: „Pogratuluj koledze roli”, a Rafał na to: „Pogratuluj mu sama” i podał mi słuchawkę. Potem spotkaliśmy się na obiedzie u znajomych, zaczęliśmy rozmawiać i krótko mówiąc: rozmawiamy do dziś. Wszystko więc dzięki naszemu wspólnemu koledze, któremu jesteśmy bardzo wdzięczni.

Od razu wiedziałeś, że to ta „jedna jedyna”?

Wszystko potoczyło się bardzo szybko. Już po dwóch tygodniach bycia razem, rozmawialiśmy o tym, żeby się pobrać. Najpierw postanowiliśmy jednak ze sobą zamieszkać, żeby sprawdzić, czy rzucone skarpetki albo źle wyciśnięta pasta do zębów nie zrujnują naszego związku. Okazało się, że nie, więc po roku wzięliśmy ślub.

 

Foto: TVN

Nie mieliście obaw związanych z różnicą wieku?

Największy problem z tego powodu miała prasa brukowa. Wiele razy nas o to pytano i nie wróżono zbyt dobrze. W końcu przestaliśmy o tym opowiadać. Podsumowując: Ewa jest starsza ode mnie o pięć lat i trzy miesiące, ale tak naprawdę jest młodsza: duchem, ciałem i w ogóle. Wiek nie ma znaczenia.

Twoja żona bardzo Cię w wywiadach wychwala: wspaniały, czuły, troskliwy, odpowiedzialny, lojalny…

Umówiliśmy się, że będziemy o sobie dobrze mówić, niezależnie od sytuacji (śmiech). Jak w każdym związku: bywa różnie, ale najczęściej dobrze. To, co do siebie czujemy zostawiamy dla siebie. Mówienie o uczuciach, zwłaszcza na papierze, zawsze wychodzi sztucznie i plastikowo.

Co cię w Ewie zafascynowało i fascynuje do dziś?

Nie ma tyle miejsca w gazecie, by wymienić jej zalety. Poza tym, mamy takie same przekonania, jeśli chodzi o to, co jest w życiu ważne. Dla nas na pierwszym miejscu jest rodzina - najpierw jesteśmy rodzicami, a dopiero potem aktorami, zwykle jest odwrotnie.

Razem w domu, razem w pracy – od jakiegoś czasu oboje gracie w „Na Wspólnej”.

Zwykle, dla higieny psychicznej, unikaliśmy wspólnej pracy. Mamy jasno wyznaczoną granicę między prywatnością a sprawami zawodowymi i nie chciałem łączyć tych dwóch sfer. Ewa kojarzy mi się z domem, ciepłem i bliskością. Praca z nią wydawała mi się dość dziwną sytuacją. Jednak, kiedy przyszła propozycja zagrania Damiana Cieślika, przyjąłem ją i nie żałuję, bo to interesująca postać, a ekipa tego serialu jest wyjątkowa.

Czyli początkowe obawy co do wspólnej pracy się nie potwierdziły?

Nie, oboje mamy profesjonalne podejście – praca to praca i spraw domowych się do niej nie przenosi. Po wakacjach mamy mieć nawet więcej wspólnych scen, bo mój wątek ma się rozwinąć.

No tak, Damian ma być senatorem.

Serial jest kręcony z bardzo dużym wyprzedzeniem, więc nie wszystko mogę zdradzić. Na pewno mam kandydować, ale czy będę senatorem…?

Twoja żona świetnie gotuje. Czy masz okazję doceniać tę kuchnię? Wydaje mi się, że ostatnio mocno zeszczuplałeś.

 

 

Foto: TVN

 


Właśnie dlatego schudłem, ponieważ Ewa świetnie gotuje. W Polsce dobre gotowanie kojarzy się z wielkim brzuchem, a przecież jest odwrotnie. W dodatku, od trzech miesięcy intensywnie trenuję i mimo, iż nigdy nie byłem gruby, zrzuciłem dwanaście kilogramów. W dużej mierze to zasługa Ewy, która dostosowała swoją kuchnię do mojej diety. W tym roku biorę udział w triathlonie w Suszu, a zaraz potem w Tour de Pologne Amatorów. W triathlonie startuję na długim dystansie, czyli najpierw dwa kilometry płynę, potem jadę na rowerze przez dziewięćdziesiąt kilometrów, a na końcu biegnę dwadzieścia jeden.

W kawiarni, w której rozmawiamy, pojawia się Ewa Gawryluk. Siada dyskretnie przy stoliku obok.

Trening musi być morderczy, skoro tyle schudłeś.

Przez ostatnie miesiące to są dwa treningi dziennie - w sumie dwie i pół do trzech godzin ćwiczeń. Jestem wdzięczny żonie i córce, że to wytrzymują. Mam wielką przyjemność biegać z Jackiem Wszołą, naszym mistrzem olimpijskim z Montrealu w skoku wzwyż, który jest moim sąsiadem i dobrym kolegą, a teraz głównie trenerem. Kiedy usłyszał, że biorę się za triathlon, to od razu powiedział: „Ja cię będę trenował”. Bardzo doceniam treningi z mistrzem, a przy okazji mogę posłuchać o zakulisowym życiu sportowców w okresie, w którym Jacek startował. Dla samych opowieści warto się trochę pomęczyć (śmiech).

Tym razem startujesz w triathlonie, ale czy jest w ogóle jakaś dyscyplina, której nie uprawiałeś? Masz na swoim koncie sukcesy m.in. w pływaniu, bieganiu, narciarstwie…

Ewa Gawryluk: Szachy, brydż, golf, skoki spadochronowe…

Nie wszystko lubię, bo uprawiając sport muszę się zmęczyć - inaczej nie czuję, że ćwiczę. Dlatego na przykład golf odpada.

Gdzie nie startujesz, przeważnie wygrywasz. Zdarza ci się wrócić z zawodów bez medalu?

Nie, ale tylko dlatego, że wybieram imprezy sportowe, na których medal dostaje każdy, za udział (śmiech).

Ewa Gawryluk: (śmiech) Ostatnio zajął pierwsze miejsce w strzelaniu. Byliśmy towarzysko w jakimś hotelu i znowu wygrał. Nasza Maryśka zawsze mówi: „Startuj, startuj i tak zdobędziesz pierwsze miejsce”.

Mój trener mówi, że mam predyspozycje, ale wszystko okaże się podczas triathlonu w Suszu. Nie wygram z dwudziestolatkami, którzy trenują od kilku lat i zajmują się tylko tym. Chcę wygrać sam ze sobą i zakończyć wyścig w czasie krótszym niż pięć godzin. Uprawianie każdej dyscypliny powyżej poziomu amatorskiego wymaga podporządkowania temu całego dnia. Nie mam na to czasu, ale przygotowuję się do każdych zawodów, w których startuję na tyle, ile mogę. No może poza nartami na których jestem cztery dni w roku.

…Co zupełnie ci nie przeszkadza w wygrywaniu wszelkich możliwych zawodów narciarskich…

Jako dziecko dużo jeździłem i jakoś tak mi zostało. Dzięki rodzicom, którzy zawsze mieli dla mnie czas, mogłem się rozwijać.

Ewa Gawryluk: Na nartach wodnych jechał pierwszy raz i też zajął pierwsze miejsce (śmiech).

Powiedziałeś kiedyś, że gdybyś nie został aktorem, zostałbyś sportowcem.

Teraz przy 40-tce na karku to już za późno, ale mam zamiar zrealizować taki plan w drugim życiu.

W tym życiu zostałeś jednak aktorem. Jak do tego doszło?

Mój nauczyciel w-f, Janusz Dawidowicz prowadził w Bardzie, z którego pochodzę, amatorski Teatr Pantomimy. Mimo, iż jest to małe miasteczko potrafił zarazić nas teatrem i sprawić, że jeździliśmy z występami po całej Polsce i za granicę. Chociaż muszę przyznać, że wtedy samo pokazanie się na scenie w rajtuzach i z gołym torsem – zwłaszcza przed kolegami w szkole - było dużym wyzwaniem. Bardzo miło wspominam te czasy, a Dawidowiczowi jestem wdzięczny do dzisiaj. Przy okazji pozdrawiam wszystkich mieszkańców Barda Śląskiego.

A gdybyś miał być sportowcem, to na jaką dyscyplinę byś się zdecydował?

Nie mam ulubionej dyscypliny, lubię robić wiele rzeczy. Myślę, że gdyby ktoś wymyślił dwudziestobój, to byłbym dwudziestoboistą (śmiech).

Przed tobą triathlon. Czego ci życzyć?

Żebym miał siłę uśmiechać się od startu do mety (śmiech).

Będę trzymać kciuki.

 

Rozmawiała Marta Fujak (iTVN)

DO OGLĄDANIA „WIADOMOŚCI Z DRUGIEJ RĘKI” NA ANTENIE ITVN ZAPRASZAMY OD PONIEDZIAŁKU DO CZWARTKU O GODZINIE 20.35 (CET – BERLIN, PARYŻ).

 

Waldemar Błaszczyk – aktor filmowy i teatralny, absolwent warszawskiej Akademii Teatralnej. Jeszcze jako student zadebiutował u boku Katarzyny Figury w głośnym filmie „Autoportret z kochanką”. Zagrał wiele ról teatralnych i filmowych (m.in. w „Ja wam pokażę!”). Najczęściej występuje z serialach (m.in. „Kochaj mnie, kochaj!”, „Camera Cafe”, „Doręczyciel”). Widzom iTVN znany z roli Damiana Cieślika w „Na Wspólnej” oraz Tomasza w „Wiadomościach z drugiej ręki”. Prywatnie – mąż Ewy Gawryluk i ojciec 12-letniej Marii.

 

Mareriały: TVN