Mam świadomość swojej siły, rozmowa z Marią Okońską

Jedna z najpiękniejszych i najbardziej znanych polskich aktorek. Doskonała w każdej roli: opiekuńczej matki, hrabiny, czy zimnej singielki. W „Prawie Agaty” jako metodyczna prokurator Maria Okońska bez zbędnych emocji prowadzi najtrudniejsze sprawy i rywalizuje z główną bohaterką o miłość mężczyzny. O tym, dlaczego w prawdziwym życiu nie związałaby się z Dębskim, na czym polega terapeutyczne działanie teatralnej sceny i co jest dla niej podporą w trudnych chwilach opowiada Małgorzata Kożuchowska.

.

 

Niełatwo się z Panią umówić na wywiad. Lubi pani być taka zapracowana?

Lubię, kiedy się dużo dzieje, ale lubię też odpoczynek i lenistwo. Myślę, że harmonia jest kluczem do tego, żeby być w życiu zadowolonym. Bo co za dużo, to nie zdrowo - jak jest za dużo pracy, to człowiek jest przemęczony, a kiedy się nic nie dzieje, to się czuje niepotrzebny i czeka na ten zbawienny telefon.

Pani raczej nie czeka na telefony…

To prawda, od ładnych paru lat - nie. Jestem wdzięczna losowi, że tak się ułożyło moje życie zawodowe. Bo pamiętam, że kiedy razem z kolegami kończyliśmy szkołę teatralną, przekonani, że mamy dużo do zaproponowania, to towarzyszyły nam obawy, czy ktoś tego będzie potrzebował, czy ktoś zaryzykuje pracę z żółtodziobem. No, ale od tego czasu minęły już lata, w przyszłym roku będzie dwadzieścia lat mojej pracy.

Niewiarygodne.

Tak… Dla mnie to też jest zadziwiające, ciągle mi się wydaje, że chwilę temu skończyłam studia.

Wchodząc do zawodu z pewnością miała pani jakieś wyobrażenia na temat tego, jak wygląda życie i praca aktora. Czy rzeczywistość to zweryfikowała?

Miałam dość mgliste wyobrażenia na temat tego zawodu, młodzieńcze i raczej naiwne. Widziałam aktorów w telewizji czy na scenie, natomiast nie byłam świadoma, jak to wygląda od drugiej strony. Wiedziałam na pewno, że to nie jest zawód, który daje poczucie bezpieczeństwa, czy taki, w którym można sobie na jakimkolwiek etapie odpuścić. Nie myślałam jednak, że jest aż tak ciężki. Często trafiają do mnie młodzi ludzie, którzy chcieliby zostać aktorem czy aktorką i ja ich zawsze przestrzegam, że to jest zawód dla ludzi o świetnym zdrowiu fizycznym i psychicznym, ogromnej odporności psychicznej, a jednocześnie dużej wrażliwości i prawdziwej pasji.

Trudne połączenie.

A jednak trzeba to jakoś pogodzić i potem nie dać tego w sobie zniszczyć. Dodatkowo trzeba być bardzo pracowitym i wiedzieć, że w tym zawodzie człowiek wiecznie chodzi niewyspany i ciągle musi się uczyć, tak jak lekarz czy prawnik. Z zewnątrz wydaje się, że to jest taki zawód lekki i przyjemny, w który nie trzeba dużo inwestować - po prostu wchodzisz sobie na plan i tam parę godzin grasz.

A jak jest naprawdę?

Plan zdjęciowy trwa klasycznie dwanaście godzin, często więc wstajemy o piątej czy o szóstej rano. Ja zawsze łączyłam telewizję czy film z teatrem, więc często po tych dziesięciu czy dwunastu godzinach na planie pędzę do teatru, gdzie przez kolejne dwie lub trzy godziny gram na scenie.

Skąd pani bierze na to siły?

Kiedy się lubi to, co się robi, a ja lubię, to nawet jeżeli momentami jest ciężko, to satysfakcja to rekompensuje. Dochodzi też ambicja – wiem, że nie mogę sobie odpuścić, bo z czasem wymagania są coraz większe. Na chwile słabości mogę więc sobie pozwolić w domu, ale wychodząc do publiczności, muszę dać z siebie dwieście procent. Tak to już jest, ale potem, kiedy się kończy taki pracowity dzień, czuję satysfakcję i myślę, że znowu udało mi się pokonać jakąś swoją słabość, lenistwo, zmęczenie, czy brak humoru.

Chorobę też?

Oczywiście, przecież powszechnie wiadomo, że jeśli aktor nie pojawia się w teatrze na przedstawieniu, to znaczy, że nie żyje albo jest obłożnie chory. Gra się z gorączką i różnymi innymi dolegliwościami. Czasami przed wejściem na scenę wydaje mi się, że po prostu nie zagram tego pierwszego aktu do końca, zasmarkam się albo zakaszlę. Ale wychodzę na scenę i po paru minutach zapominam o chorobie. Wiem, że to brzmi dziwnie w moich ustach, że to jakieś czary mary, ale naprawdę tak jest.

Gra pani i w teatrze i w filmie i w serialach. Gdyby miała pani postawić na podium te trzy działalności, to co zajęłoby pierwsze miejsce?

Najbliższy jest mi teatr, to jest takie miejsce, w którym czuję się jak w drugim domu. Kiedy byłam młodą dziewczyną i myślałam o sobie jako o aktorce, to właśnie jako o aktorce teatralnej. Teatr jest takim miejscem, któremu dużo trzeba oddać, ale które też dużo daje w zamian.

A serial?

W serialu nie ma czasu na oddech, zatrzymanie się, skupienie. W serialu więcej musisz dać od siebie niż dostajesz w zamian.

Wcielała się pani w Hankę Mostowiak z „M jak miłość” przez jedenaście lat. Za długo?

Czy za długo? Może. Byłam po prostu zmęczona, to mi już nie dawało żadnej radości. Wiedziałam, że jedynym ratunkiem jest odejście z serialu. Od tego momentu minął już jakiś czas i nadal uważam, że to była bardzo słuszna decyzja. Zaczęłam pracować na planie „Prawa Agaty”, „Rodzinki.pl”, poznałam nowych ludzi i to mi dało bardzo dużo dobrej energii. Z drugiej strony, były to dla mnie kolejne wyzwania. W „Prawie Agaty” jestem taką zimną, bardzo profesjonalną kobietą bez większych skrupułów. Dawno nie grałam takiej roli, więc to dało mi szansę pokazania się widzom z zupełnie innej strony. Z kolei w „Rodzince”, która jest serialem komediowym, jest miejsce na wariactwo, na pobawienie się konwencją, co jest dla mnie wielką przyjemnością. Jednocześnie wiem, że widz, który przez te jedenaście lat był ze mną związany, przyzwyczaił się do mnie jako Hanki, więc teraz muszę zagrać tak wiarygodnie, żeby uwierzył w moje nowe wcielenia i polubił te postaci, które gram.

Jako prokurator Maria Okońska w „Prawie Agaty” jest pani przeciwieństwem ciepłej Hanki. Czy tworzenie takiej niepokazującej emocji postaci było wyzwaniem?

Jestem raczej emocjonalna i dlatego to było dla mnie trudne zadanie. Lubię, kiedy moje postaci są targane emocjami, a tutaj musiałam sobie narzucić gorset dyscypliny i powściągliwości. Jednocześnie starałam się jednak, żeby to nie był jakiś bezduszny robot, tylko kobieta, która pod maską chłodu i profesjonalizmu też ma prawdziwe uczucia, chce kochać i ułożyć sobie życie.

Z mecenasem Dębskim?

Szczerze powiedziawszy, my się zawsze śmiejemy z Leszkiem Lichotą (gra rolę mecenasa Dębskiego – przyp.red.), że nie rozumiemy tego związku.

O to właśnie chciałam zapytać: co prokurator Okońska w nim widzi?

Nie wiem, na pewno jest przystojnym mężczyzną, może jej też w jakimś stopniu imponuje, ale to jego niezdecydowanie… Dla mnie byłoby nie do zniesienia (śmiech).

Na miejscu Okońskiej nie czekałaby pani na Dębskiego?

Nie (śmiech). Okońska też zresztą w końcu powiedziała: „Dobra, dajmy sobie czas i szukajmy szczęścia każde na własną rękę”. Podobała mi się ta jej decyzja.

Co się wydarzy w najbliższej serii między Okońską, Dębskim i Agatą?

Jestem bardzo przeciwna zdradzaniu takich tajemnic, bo uważam, że to odbiera widzowi przyjemność oglądania serialu. Mogę powiedzieć tylko tyle, że w życiu Okońskiej mniej będzie Dębskiego, a więcej Agaty. Maria Okońska okaże się osobą, która jednak ma serce, ma sumienie i nie jest tylko i wyłącznie zimną służbistką. To właśnie ona wyciągnie pomocną dłoń do Agaty, kiedy ta będzie miała duże kłopoty.

Kto wie, może jeszcze się zaprzyjaźnią?

Nie wiem, czy to się wydarzy w serialu, ale prywatnie uważam, że takie dwie osoby absolutnie mogłyby się polubić.

Tak jak pani i Agnieszka Dygant?

Prywatnie się znamy i lubimy. Podziwiam ją w tym serialu i lubię z nią pracować, bo Aga ma energię pasjonata, kogoś, kto z jednej strony rzuca się w pracę, a drugiej strony ma wszystko świetnie pod kontrolą.

A jak się pani pracuje z Leszkiem Lichotą?

Bardzo dobrze, Leszek jest świetnym i wnikliwym aktorem. Podobnie jak ja lubi analizować, więc dobrze się dogadujemy. Jest też osobą, co wśród aktorów nie jest znów takie częste, która nie jest skupiona za mocno na sobie.

No to teraz pani dołożyła kolegom po fachu.

Ale to jest taki zawód, egoistyczny i egocentryczny. Choć dobrze się pracuje z takimi partnerami, którzy mają też w sobie otwartość na drugą osobę. Na pewno Leszek taki jest.

Jest jakaś cecha wspólna pani i prokurator Okońskiej?

Myślę, że profesjonalizm i nie rozczulanie się nad sobą, tylko koncentrowanie na zadaniach.

Pani też lubi być zawsze dobrze przygotowana?

Lubię, bo wtedy czuję się pewniej i wiem, że nie marnuję czasu, ani swojego ani ludzi, którzy ze mną pracują.

Pozwala sobie pani czasami na improwizację?

No tak, to też jest wpisane w mój zawód. W zasadzie każda próba to coś nowego.

A w życiu?

No, tu jest to o wiele większe pole do popisu niż w pracy. W życiu można sobie bardziej pojazzować.

Zdarzyło się pani podjąć jakąś ważną decyzję pod wpływem impulsu?

No pewnie. Pamiętam taką historię z początków znajomości z moim mężem - krótko się znaliśmy, a on musiał wyjechać za granicę do pracy. Większość czasu spędzaliśmy na telefonach, opowiadając sobie całe życie, jak to na początku znajomości. I w pewnym momencie tak bardzo potrzebowałam go zobaczyć, że kiedy miałam jakieś dwa dni wolne, powiedziałam sobie: „Dobra, wsiadam w samolot i lecę”. To było dość szalone, bo czasu było bardzo mało, a dojazd dość skomplikowany. Musiałam lecieć dwoma samolotami i potem jeszcze jechać pociągiem. Pamiętam, że pytałam wtedy mojej mamy: „Czy to wypada?”, a mama na to: „Słuchaj swego serca”.

Fajna mama.

O tak, super mam rodziców, naprawdę. I męża też.

A ‘propos mężów: w „Prawie Agaty” gra też Tomasz Karolak, którym jest pani serialowym mężem w „Rodzince.pl”.

Z Tomkiem mi się świetnie pracuje. Jest osobą bardzo charyzmatyczną i obdarzoną dużym poczuciem humoru. Poza tym lubi improwizować, a improwizacja z nim to jest naprawdę czysta przyjemność. Czasami nie wytrzymuję i zaczynam się śmiać, bo to, co on wymyśla jest tak zabawne, a przy tym błyskotliwe i inteligentne.

W Dzień Dobry TVN na pytanie, co panią śmieszy najbardziej na świecie, odpowiedziała pani: Karolak.

Bo tak jest, on mnie zawsze wprawia w dobry humor, więc lubię z nim grać, czy to w „Rodzince”, czy w „Prawie Agaty” czy w teatrze.

Jest pani jedną z najbardziej znanych polskich aktorek, ale nie przypominam sobie żadnych skandali z Pani udziałem.

Skandale nigdy nie były moją drugą naturą i nie uważam, żeby mi były do czegokolwiek potrzebne. Nie mam też potrzeby wzmacniania zainteresowania moją osobą. Wręcz przeciwnie, lubię od czasu do czasu uciec i się schować.

Paparazzi nie dają pani spokoju?

Teraz jest już lepiej, ponieważ przeprowadziłam się z centrum Warszawy. Przedtem mieszkałam w dość uczęszczanym miejscu i właściwe nie było dnia, żeby pod moim domem nie stał samochód z paparazzi. Takie życie non stop pod ostrzałem było na dłuższą metę męczące, więc cieszę się, że teraz mogę od tego trochę odpocząć.

Niewiele osób w polskim show-biznesie, deklaruje – tak jak pani - że są wierzące.

Nie widzę powodu, żeby udawać, że jestem kimś innym niż jestem, coś zmyślać albo do czegoś się nie przyznawać. Po prostu czuję się z tym dobrze i mam spokojne sumienie. Ale nikogo nie mam zamiaru na siłę nawracać.

Czy to jest ważna część pani życia?

Bardzo ważna, na pewno determinująca moje wybory i to, w jaki sposób się zachowuję. Uważam, że jeżeli człowiek jest wierzący, niezależnie od tego, jaka to jest wiara, to powinien starać się żyć zgodnie z jej zasadami.

Od wielu lat jest też pani ambasadorką fundacji Mam Marzenie. Dlaczego zaangażowała się pani w działalność charytatywną?

Przychodzi taki moment w życiu aktora, kiedy zaczyna się odczuwać coś takiego jak popularność. I można z tego wyłącznie czerpać satysfakcję, ale można też wykorzystać to szerzej i zrobić coś dobrego. Niejednokrotnie rozmawiałam z ludźmi, którzy działali w różnych fundacjach i oni mi mówili: „Wiesz, Gośka, jeżeli zbieramy pieniądze na jakiś cel i przyłączy się do tego osoba, która jest rozpoznawalna, to ludzie jakoś większą uwagę temu poświęcają i media też są bardziej zainteresowane”. Miałam więc takie wewnętrzne przeczucie, że skoro dużo w życiu dostałam, to muszę to jakoś dobrze spożytkować i wykorzystać w dobrym celu.

Ostatnio często pani powtarza, że to jest najlepszy czas w pani życiu. Co się na to składa?

Myślę, że najważniejsze jest osiągnięcie przeze mnie jakiejś równowagi pomiędzy zawodem, a życiem prywatnym. Także to, że mam męża, dom, rodzinę, że nie czuję się takim listkiem na wietrze, że ten zawód, który jednak jest niepewny i w którym cały czas jesteśmy oceniani, nie jest całym moim światem. A oprócz tego, mam też wreszcie świadomość siebie jako kobieta, świadomość swoich zalet i wad, ale też siły. Poza tym myślę, że jest to też kwestia projektów, w które wchodzę, przez swoją różnorodność powodują, że ja się nie nudzę tym, co robię, cały czas mnie to bawi i przynosi radość.

Ma pani jakieś zawodowe marzenie, którego na razie nie udało się zrealizować?

Gdybym była pozbawiona marzeń, to nie byłoby już sensu uprawiać tego zawodu. Oczywiście, że mam takie marzenia. Na pewno tęsknię za dużym, mądrym i ciekawym kinem. Tego zostałam pozbawiona na ładnych parę lat. Tak się ułożyło po prostu moje życie zawodowe i tego mi brakuje. Chciałabym zrobić właśnie taki mądry, mocny film i… nagrać płytę.

Rozmawiała Marta Fujak (iTVN)

 

NA PREMIEROWE ODCINKI SERIALU „PRAWO AGATY” ZAPRASZAMY W KAŻDY WTOREK O GODZINIE 21.35 (CET – BERLIN, PARYŻ) NA ANTENĘ iTVN.

Małgorzata Kożuchowska – jedna z najpopularniejszych polskich aktorek. od momentu ukończenia 1 1994 roku Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Warszawie, gra w filmach, serialach i teatrze. Popularność przyniosły jej zwłaszcza role w filmach „Kiler” i „Kiler-ów 2-óch” oraz w serialu „M jak miłość”, gdzie przez 11 lat odgrywała rolę Hanki Mostowiak. Jest trzykrotną laureatką „Złotej Kaczki” (nagrody przyznawanej przez miesięcznik „Film”) w kategorii „Najlepsza polska aktorka”. W serialu TVN „Prawo Agaty” wciela się w rolę prokurator Marii Okońskiej. Prywatnie jest żoną dziennikarza Bartłomieja Wróblewskiego.

Maretiały iTVN, fot. TVN